?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały?

Paź 11

?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały?

?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały? to podobno dramat wojenny. Owszem, jest to dramat, ale filmowy. Wybierając się do kina byłem sceptycznie nastawiony do obrazu. Okazało się, że moja intuicja mnie nie zawiodła. Na trwającym blisko dwie godziny seansie wynudziłem się za wszystkie czasy. Reżyserem tego marnego ?przeboju? jest Ireneusz Dobrowolski, który jest jednocześnie scenarzystą.

Już na początku pojawia się niekonwencjonalne połączenie hip-hopu z filmem o tle historycznym (chociaż nie do końca, niestety…). O ile w pierwszej połowie filmu było to znośne, a nawet fajne, to potem stało się już niesmaczne, bo ?co za dużo, to niezdrowo?, jak mówi mądrość ludowa.

Oglądając film dalej, ma się wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować, z jakiej perspektywy to nakręcić. Strasznie denerwujące są przeskoki w czasie, retrospekcje, nie mogłem się połapać, czy obecnie jesteśmy w przeszłości czy teraźniejszości. Autor, Ireneusz Dobrowolski, wprowadził też sztuczny tragizm; denerwujący i zbyt często powtarzany dźwięk strzałów. Było to denerwujące i nie wprowadzało zamierzonego nastroju grozy.

Niewątpliwie dla mnie kolejnym problemem filmu jest brak jakichkolwiek znanych autorów i przyciągających nazwisk. Z obsady filmu kojarzę tylko jedną(!) osobę, niestety już nieżyjącego aktora, Krzysztofa Kolbergera. Absolutnie nikogo więcej! Czy jeden aktor jest w stanie wypromować film?

Scenarzysta za swoje żałosne dialogi powinien zostać zesłany do łagrów. Podczas rozmów bohaterów myślałem, że zasnę. Porażka na całej linii! Aby film był dobry, muszą być dobre dialogi!

Następnym poronionym pomysłem było wmontowanie tandetnych scen z raperami i ich ?cudnej? gry. Naprawdę? Obraz przedstawiał bardziej historię muzyków i ich patriotyzmu niż powstania. Ostatnim, na całe szczęście, minusem jest to, iż nie wiedziałem nic o losach bohaterów. Brakowało spójności w prowadzeniu wątków i rozbudowy postaci. Do tej pory nie znam nazwisk czy imion bohaterów, którzy, swoją drogą, grali okropnie sztucznie. Aktorzy odtwarzający martwych wypadli bardziej przekonująco.

W obrazie debiutującego reżysera doszukałem się jednego pozytywu ? mianowicie ujęcie dawnej, zniszczonej Warszawy wmontowane w dzisiejszy obraz, pełen reklam, wysokich budynków i billboardów robi ogromne wrażenie.

Szczerze żałuję, że poszedłem na ten film, straciłem tyle cennych minut i chyba niczego się nie nauczyłem. Mam nadzieję, że autor nie będzie się brał za kolejny film, bo mu to nie wychodzi i przez ludzi takich jak on, psuje się obraz polskiej kinematografii.

 

 

Jakub Milarski klasa IIIa

 

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *