Wirtualna lekcja życia i tolerancji w Bibliotece

Lis 26

Wirtualna lekcja życia i tolerancji w Bibliotece

Dnia 19 listopada 2015r. uczniowie klasy 1b Gimnazjum im. I. Działyńskiego w Golubiu-Dobrzyniu wraz z polonistką A. Tuliszewską uczestniczyli w wideokonferencji z p. Ewą Nowicką-Rusek. Spotkanie miało miejsce w Miejskiej i powiatowej Bibliotece Publicznej w Golubiu-Dobrzyniu i jego celem było przybliżenie sylwetki Pani Nowickiej ?Rusek jako osoby, która mimo swojej niepełnosprawności ( nie widzi) żyje pełnią życia ? podróżuje autostopem, jeździ rowerem tandemowym, chodzi po górach czy jeździ na nartach biegowych. Mało tego ? zaraża swoimi pasjami innych i pokazuje, jak być szczęśliwym, aktywnym człowiekiem, mimo pewnych ograniczeń i barier. Pani profesor Nowicka-Rusek powiedziała, m.in., że dzięki otwartości na świat człowiek likwiduje swoje ograniczenia i bariery. Wewnętrzne ograniczenia bowiem zależą od tego, jaki mamy poziom motywacji do ich przezwyciężenia. Usłyszeliśmy też o tym, że ograniczenia są wtedy, kiedy nazywamy je ograniczeniami, a kompleksy są naszą decyzją i małymi krokami należy zauważać, co w nas dobre. Weronika: Bardzo uważnie słuchałam słów Pani Nowickiej-Rusek, bo sama jestem niepełnosprawna. Od urodzenia choruję na dziecięce porażenie mózgowe kończyn dolnych. Mam w związku z tym wiele ograniczeń ? mam trudność z pokonywaniem schodów, wolniej chodzę niż moi rówieśnicy, nie ćwiczę na zajęciach w-f. Zapamiętałam słowa Pani profesor, że w wyzbyciu się kompleksów bardzo ważne jest przyjęcie do wiadomości, to jakim się jest. Bo ileż razy, gdy miałam gorszy dzień, patrzyłam w lustro i czułam do siebie wstręt? Dziś wiem, że są osoby, które przecież mają jeszcze gorszą sytuację niż ja, np. w ogóle nie chodzą. Może ja jestem szczęściarą? Zaczynam coraz częściej myśleć optymistycznie i cieszyć się życiem. Po spotkaniu z Panią Profesor doszłam do wniosku, że mimo swoich wad, swojej choroby, nie mogę nigdy więcej mówić: ?Nie dasz rady?. Chcę być postrzegana i traktowana jak osoba w pełni sprawna, a ja sama zadecyduję, czy naprawdę czegoś nie zdołam zrobić! Kiedyś długo leżałam w szpitalu i nauczyłam się robić origami, lubię zwierzęta, lubię rozmawiać z ludźmi. I?lubię siebie i chcę, żeby tak pozostało. Optymizm naprawdę zaraża. Warto poznawać pozytywnie myślących, szczęśliwych ludzi. Oliwia: Spotkanie w bibliotece poruszyło mnie bardzo. Szczególnie utkwiło mi w pamięci zdanie Pani Profesor, że ?ograniczenia to są nasze własne wyobrażenia?. To budujące, bo pozwala mi to myśleć, że ludzie niepełnosprawni lub mający jakieś problem, mogą pokonać nawet największe trudności, jeżeli...

Czytaj więcej

Polin znaczy Polska ? wizyta w fascynującym muzeum

Lut 06

Polin znaczy Polska ? wizyta w fascynującym muzeum

Z otwartego w październiku 2014 r warszawskiego Muzeum Żydów Polskich wychodziliśmy zachwyceni. Naszej szkole jest to miejsce szczególnie bliskie,  bo ?Działyński? projektem edukacyjnym ?Kochali to miasto, jak i my je kochamy? wygrał wojewódzki konkurs, a nagranie widowiska powędrowało do Izraela. Dla większości uczestników wycieczki wizyta w ?Polin? była jednak wędrówką do zupełnie nieznanego świata.             –      Spędziliśmy w muzeum prawie cztery godziny, ale naprawdę warto było. Nie sądziłam, że zrobi ono na mnie tak wielkie wrażenie.  Koniecznie muszę wybierać się tam ponownie.  Tyle rzeczy jest jeszcze do zobaczenia ? mówi Paulina Dejewska. –   To nie jest zwykłe muzeum, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni i do których nie chcemy jeździć. Nowoczesne i multimedialne, a nie nudne i staroświeckie. Dowiedziałam się w nim tylu ciekawych rzeczy o Żydach. Miałam wrażenie, że jestem wśród nich i przeżywam po kolei wszystko razem z nimi. Zrozumiałam, dlaczego byli przez wielu ludzi nieszanowani, potępiani. Niesłusznie. Przed wizytą w ”Polinie” nie myślałam, że Żydzi mieli aż tak ciężkie życie. Cieszę się, że pani Starosta zorganizowała tę wycieczkę, że dałam się jej namówić ? stwierdza Martyna Guzowska. Obie gimnazjalistki są uczennicami klasy III b. To z tej klasy najwięcej uczniów pojechało ona wycieczkę do warszawskiego Muzeum Żydów Polskich. Tworzono go ponad 20 lat i kosztowało 386 mln zł. Na jego otwarcie przybyło 650 dziennikarzy. Z zagranicy docierają głosy, że jest to najnowocześniejsze muzeum na świecie.  My też byliśmy pod wrażeniem komputerowych animacji, interaktywnych makiet i prezentacji, artystycznych  instalacji, ożywionych postaci wyjętych z obrazów Norblina, filmów animowanych, wspaniale zaaranżowanych wnętrz i ulic. – Co najbardziej zapamiętałam? – kontynuuje Martyna- Galerię ?Las?. Od razu zapragnęłam iść dalej z przewodniczką, bardzo miłą i ciekawie opowiadającą. ?Las? to jedna z 8 galerii wielkiej multimedialnej opowieści o tysiącu wspólnych dziejów Polaków i Żydów. Na kilku szklanych ekranach wyświetlany jest tu komputerowy las: animacje drzew i zwierząt w lesie. Według legendy do  takiego lasu trafili w średniowieczu  pierwsi żydowscy osadnicy przybyli do Polski. Od ptaków siedzących na gałęziach usłyszeli słowa „Po-lin” – po hebrajsku: „tu spocznijcie”.  Ponieważ uciekali przed prześladowaniami w krajach zachodniej Europy, słowa te zinterpretowali jako zachętę do osiedlenia się w Polsce, tym bardziej, że „Polin” to także hebrajska (i w jidysz) nazwa naszego kraju. Poetycki, symboliczny  „Las”  jest wstępem do właściwej...

Czytaj więcej

Piekło powstania w filmie „Miasto 44”

Paź 31

Piekło powstania w filmie „Miasto 44”

Piekło powstania w filmie Jana Komasy Prace nad dramatem wojennym „Miasto 44” Jana Komasy, młodego i bardzo utalentowanego reżysera rozpoczęły się osiem lat temu, a sama realizacja filmu zajęła dwa lata. Zdjęcia rozpoczęły się 11 maja 2013 roku na ulicy Stalowej w Warszawie, a zakończyły 21 sierpnia tego samego roku. Kinowa premiera filmu odbyła się 19 września 2014 roku. Wcześniej, 30 lipca został on zaprezentowany na Stadionie Narodowym przed 15-tysięczną widownią na największym na świecie ekranie sprowadzonym ze Stanów Zjednoczonych. Akcja filmu rozgrywa się w walczącej Warszawie, w czasie Powstania Warszawskiego. Głównymi bohaterami fabuły są trzej powstańcy: Stefan (Józef Pawłowski), Biedronka (Zofia Wichłacz) oraz Kama (Anna Próchniak). Jadąc na film, zastanawiałam się, czy to kolejny nudny dramat. Siedząc już w sali kinowej przed rozpoczęciem seansu, zadawałam sobie pytanie, które nurtowało mnie w drodze: „Czy było warto? Czy nie na marne wydałam te trzydzieści złoty?”, bo przecież nie lubię filmów o tematyce wojennej. Jednak już po kilku minutach filmu byłam w Warszawie. Czułam, że jestem wśród Kamy, Biedronki i Stefana. Z napięciem śledziłam ich losy. Pragnęłam, by chociaż oni przeżyli. Nie będę ukrywać, że popłakałam się już podczas jednej z pierwszych scen powstania, gdy Niemiec zabija matkę i brata Stefana, i to na jego oczach. Dla mnie była to najbardziej wzruszająca scena w ?Mieście 44?. Nie myślałm, że film potrafi tak wpłynąć na uczucia widza, na jego emocje. . ?Miasto 44? niesamowicie wciąga i przeraża. Tak widowiskowego filmu zrobionego przez Polaków jeszcze nie widziałam. Jan Komasa poprzez pełne efektów i okrucieństwa sceny pragnął dotrzeć zarówno do starszych, jak i młodszych widzów. Bez dwóch zdań osiągnął swój cel. Zgadzam się z określeniem, że film robi z widza miazgę. Jego treść jest koszmarnie autentyczna, Komasa pokazał okrucieństwo wojny, skupiając się na jej całościowym aspekcie. To bardzo poruszająca, osobista artystyczna wizja. Zbrodnie, do jakich doszło podczas Powstania Warszawskiego, jego horror, reżyser wyeskalował do granic psychicznego bólu. Świetne, chociaż krwawe i straszne, są sceny batalistyczne. Jestem bardzo zadowolona i dumna, że Polacy potrafią robić filmy na tak wysokim artystycznym poziomie. ?Miasto 44 na zawsze zostanie w mojej pamięci, długo po filmie dochodziłam do siebie. Zamknęłam się w sobie. Przed oczyma miałam wszystkie sceny okrucieństwa wobec Polaków. Każdy Polak szanujący historię swojej ojczyzny powinien wybrać...

Czytaj więcej

Film pt. „Iluzja”

Mar 10

Film pt. „Iluzja”

Film: Iluzja Rok produkcji: 2013 Kraj produkcji: USA Reżyseria: Louis Leterrier Główne role: Isla Fisher, Morgan Freeman, Mark Ruffalo, Dave Franco, Jesse Eisenberg, Woody Harrelson Ocena: 9/10   Nie lubię oglądać filmów. Może to dziwne, ale mam tak od zawsze. Jednak dla tego obrazu w reżyserii Louisa Leterriera byłem w stanie zarwać noc. Dlaczego? Dlatego, że lubię magię. Dla wielu z was to nienormalne, jednak ja wierzę w magię. Właśnie dlatego ten film mnie zainteresował. Denerwowało mnie po raz miliardowy wplecenie jakiejś jednostki; oddziału policji. W większości amerykańskich filmów pojawia się ten motyw. Jednak tutaj FBI zostało ukazane jako nieporadne i właśnie to mnie zaskoczyło, i jednocześnie spodobało się. Wracając jednak to tematu magii i wydarzeń paranormalnych- w filmie ujrzymy na przykład hipnozę (która okazała się najskuteczniejsza, należy nadmienić też to, że również najciekawiej pokazana) czy czytanie w myślach (czasem zabawne, czasem mniej). Do gustu przypadła mi również gra w „kotka i myszkę”. Policja kontra Iluzjoniści to coś, co trzeba zobaczyć na własne oczy. Oglądając ten film, ma się wrażenie tajemniczości. Wyraziści i tajemniczy bohaterowie pokazują dwa (a nawet więcej) oblicza, przez co autorzy dają nam do zrozumienia, że człowiek jest taki sam. Ma wiele twarzy i umiejętnie je wykorzystuje. Wszystko zależy od sytuacji, w której się znajdziemy. Potrafimy także dobrze zmieniać swoje poglądy w zależności od miejsca, w którym się znajdujemy. Do końca nie wiadomo dokładnie kto w obrazie, okazał się tym dobrym, a kto złym. Po zakończeniu seansu, mimo ogromnych wrażeń związanych z wybuchami, sztuczkami czy ekstremalną jazdą samochodem (jeśli oni nie jechali jakieś 300 kilometrów na godzinę to ja jestem mistrzem baletu mongolskiego, a zapewniam Was, że nie mam z nim nic wspólnego), czułem niedosyt. Mam ogromną nadzieję, że druga część wyjdzie jak najszybciej i będę mógł ją obejrzeć, ciesząc się kolejnymi aluzjami do Egiptu i oglądając „prawdziwą” magię. Jakub Milarski...

Czytaj więcej

?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały?

Paź 11

?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały?

?Sierpniowe niebo. 63 dni chwały? to podobno dramat wojenny. Owszem, jest to dramat, ale filmowy. Wybierając się do kina byłem sceptycznie nastawiony do obrazu. Okazało się, że moja intuicja mnie nie zawiodła. Na trwającym blisko dwie godziny seansie wynudziłem się za wszystkie czasy. Reżyserem tego marnego ?przeboju? jest Ireneusz Dobrowolski, który jest jednocześnie scenarzystą. Już na początku pojawia się niekonwencjonalne połączenie hip-hopu z filmem o tle historycznym (chociaż nie do końca, niestety…). O ile w pierwszej połowie filmu było to znośne, a nawet fajne, to potem stało się już niesmaczne, bo ?co za dużo, to niezdrowo?, jak mówi mądrość ludowa. Oglądając film dalej, ma się wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować, z jakiej perspektywy to nakręcić. Strasznie denerwujące są przeskoki w czasie, retrospekcje, nie mogłem się połapać, czy obecnie jesteśmy w przeszłości czy teraźniejszości. Autor, Ireneusz Dobrowolski, wprowadził też sztuczny tragizm; denerwujący i zbyt często powtarzany dźwięk strzałów. Było to denerwujące i nie wprowadzało zamierzonego nastroju grozy. Niewątpliwie dla mnie kolejnym problemem filmu jest brak jakichkolwiek znanych autorów i przyciągających nazwisk. Z obsady filmu kojarzę tylko jedną(!) osobę, niestety już nieżyjącego aktora, Krzysztofa Kolbergera. Absolutnie nikogo więcej! Czy jeden aktor jest w stanie wypromować film? Scenarzysta za swoje żałosne dialogi powinien zostać zesłany do łagrów. Podczas rozmów bohaterów myślałem, że zasnę. Porażka na całej linii! Aby film był dobry, muszą być dobre dialogi! Następnym poronionym pomysłem było wmontowanie tandetnych scen z raperami i ich ?cudnej? gry. Naprawdę? Obraz przedstawiał bardziej historię muzyków i ich patriotyzmu niż powstania. Ostatnim, na całe szczęście, minusem jest to, iż nie wiedziałem nic o losach bohaterów. Brakowało spójności w prowadzeniu wątków i rozbudowy postaci. Do tej pory nie znam nazwisk czy imion bohaterów, którzy, swoją drogą, grali okropnie sztucznie. Aktorzy odtwarzający martwych wypadli bardziej przekonująco. W obrazie debiutującego reżysera doszukałem się jednego pozytywu ? mianowicie ujęcie dawnej, zniszczonej Warszawy wmontowane w dzisiejszy obraz, pełen reklam, wysokich budynków i billboardów robi ogromne wrażenie. Szczerze żałuję, że poszedłem na ten film, straciłem tyle cennych minut i chyba niczego się nie nauczyłem. Mam nadzieję, że autor nie będzie się brał za kolejny film, bo mu to nie wychodzi i przez ludzi takich jak on, psuje się obraz polskiej kinematografii.     Jakub Milarski klasa IIIa...

Czytaj więcej